Archiwa tagu: choroba

Inhalacje Pana M

Inhalacje

To uczucie, kiedy patrzysz na własne dziecko i widzisz jak ledwo oddycha, bo ma duszności i gorączkę. Inhalacje nie pomagają.

Pół nocy zastanawiasz się, czy dać antybiotyk, czy nie. Następnego dnia około południa – kapitulujesz.

Słowo od TW:

Pan M choruje sobie od kilku dni. Zdarza mu się to mniej więcej co miesiąc, ale ostatnio udało mu się wyzdrowieć na samych syropach, inhalacjach i tym podobnych. Nie tym razem, niestety. Szkoda – regeneracja organizmu po antybiotykach trwa nawet kilka miesięcy. Chcielibyśmy mu wzmocnić odporność, a częste infekcje „raczej” temu nie sprzyjają…

Cóż, takie uroki bycia rodzicami sześciolatka w zimie.

A jak tam u Was? Wszyscy zdrowi?

Kiedy kot głośnomyśli w Twojej głowie…

Kota już nie mamy, ale TW ma swojego, wewnętrznego. Czasem skubany nawet gada…

TW:

Takie moje paranoje. Kot jaki jest, każdy widzi. Miła mrucząca kulka. Cóż, przynajmniej z pozoru. Mój wewnętrzny futrzak to wredne zwierzę, które lubi komentować (ironicznie) to, co robię. I czasem to jego metaforyczne myślenie przedostaje się do mojej świadomości. Efekty – zazwyczaj takie, jak na obrazku. Wredzioch jeden… Czasem wyłazi ze mnie i jest jakby bardziej… realny.

Ostatnio byłem chory – gorączka, leżenie w łóżku (bo wstawanie owocuje zawrotami głowy i decyzją, żeby jeszcze tego nie próbować). I co? Musiał się wtrącić. Że niby inni mają gorzej. No mają, i co z tego?

Ech, nawet pochorować w spokoju nie dadzą…

Taki dzień…

Od pewnego czasu codziennie rysuję coś ot tak, dla siebie. Żaden z tego challenge, takie ćwiczenia bardziej. Dość mozolne, bo jak już trzeba usiąść przed kartką włącza się zaraz automat „a właściwie co? Nie mam pomysłu. Nie mam weny. Mam masę roboty”. I tym podobne.

Dlatego rysuję byle co i przechodzę dalej. Nie, żeby się podobało, tylko żeby było. Wychodzą różne potworki 🙂 Mam poczucie i przekonanie, że uczę się, nawet jeśli faktycznie wygląda tak, jak bym się cofała.

Kwiatki dla Was mam. O!

Sowa

Pierożek w Skyrim

Kess: TW w malignie.

TW: Wcale nie w malignie. Naprawdę mam pierożek! 🙂 Teraz tylko czekam na technologię, która pozwoli mi go spróbować. Może zdążą, zanim głód mnie zmoże…

Moja przygoda w Skyrim trwa. Kess pewnie pluje sobie teraz w brodę, że mnie zachęciła do gry, ale… Mam około 35 poziomu i dość specyficzną postać. Elf wysokiego rodu, mag (destrukcji i przywracania, tak dla kontrastu), ale też i całkiem niezły szermierz, ‚nosiciel’ ciężkiego pancerza – i kowal! Na dodatek dość, ekhem, przekonujący. Na razie gram raczej postać dobrą (tj staram się nie zabijać, jeśli nie muszę), ale trochę się łamię. Mroczne Bractwo może być dość ciekawe. Taki Dexter – like bohater…