Bul, bul, bul…

Macie tak czasem?

Młody sprzedał mi paskudnego wirusa. Umarłam.

TW: Od pewnego czasu w naszym domu panuje zaraza. Prawdopodobnie zaczęło się ode mnie. A konkretnie, kilka tygodni temu kiepsko się czułem, stan podgorączkowy i tak dalej. Brałem podstawowe leki, po dwóch dniach przeszło.

Niestety przeszło nie w ogóle, tylko na Pana M, u którego cała sprawa miała nieco bardziej dramatyczny przebieg. Skończyło się na antybiotykach a ciągnie – do dziś.

W międzyczasie, na skutek częstego przebywania w okolicach Pana M, zaraziła się Kess. Choroba objawiła się bólem wszystkiego, a w szczególności dróg oddechowych, szeroko pojętych. Wyjątkowo wredne mikroby zadomowiły się w jej organizmie i nie chcą sobie pójść. Wyganiamy je, czym się da, ale trzymają się, skubane, mocno.

Prawem Murphy’ego, teraz powinno wszystko wrócić do mnie. Choć mocno liczę, że jednak tak się nie stanie i pozbędziemy się zarazy na dobre…