Archiwa autora: TiS

Pomagamy studentce socjologii, czyli ankieta czytelnika komiksów

Zgłosiła się do nas ostatnio Amanda. Jak sama pisze, jest studentką V roku socjologii i pisze pracę magisterską dotyczącą polskich komiksów internetowych. W związku z tym chciałaby prosić czytelników tychże komiksów o wypełnienie krótkiej ankiety.

Sami co prawda studia skończyliśmy dość dawno temu, ale rozumiemy trudności z tym związane (TW dojście do tytułu mgr inż. zajęło kilkanaście lat). Zatem prośbę z chęcią spełniamy.

http://moje-ankiety.pl/respond-72110.html

Zachęcamy Was do wypełnienia. Sami też spróbujemy, w końcu komiksy czytamy 🙂

Kiedy budzi Cię TA TWARZ…

TW: Dzisiejszy obrazek (a właściwie obrazki) stanowi hołd dla naszych lepszych połówek – które możemy kochać, ale nigdy chyba ich do końca nie zrozumiemy.

Szczególnie, gdy – jak w tytule – pewnego dnia obudzi Ciebie ta twarz… I zaczynasz się zastanawiać, o co może chodzić. Zastanawiać, bo przecież się nie spytasz. A nawet, jeśli się spytasz, to i tak niczego nie wyjaśni.

Jak powiedział kiedyś Andrzej Poniedzielski:

Kobiety nie zmienisz.
Możesz zmienić kobietę,
ale to nic nie zmieni…

Chomiczy koszmar

TW: Kess na urlopie po raz kolejny. Dobrze ma… Ale jeszcze trochę i może mnie również wypuszczą 🙂

Dziś zatem zamiast typowego komiksu kolejna ilustracja do czasopisma internetowego „Rodentia”. Kess pewnie więcej by o niej napisała, ja wiem tylko, że gryzonie również mogą mieć pasożyty i hodowcy powinni na to uważać, bo mogą one przerodzić się w problem.

Mam nadzieję, że ktoś w komentarzach powie więcej na ten temat, bo to naprawdę nie moja działka 🙂 Żeby to były chociaż wirusy komputerowe…

Lody F

TW: Może Was to zdziwić, ale historia oparta na tak zwanych „faktach autentycznych”. Rzeczywiście, siedzę sobie i pracuję, a tu na firmowej grupie Facebook’owej (sic) szef ogłasza, że niedługo zjawią się ludzie z Facebooka lody rozdawać. I krótko potem przed budynkiem zaparkowała ciężarówka ze znajomym logo, a miłe panie (i panowie) poczęli częstować.

To podobnież była zorganizowana akcja, a uhonorowane zostały różne co większe agencje współpracujące z Facebookiem w Polsce.

Miłe to, ale faktycznie, teraz boję się otworzyć lodówkę 🙂

TW Salaryman

TW:

Dziś mała impresja na temat pracy w korporacji. Kess narysowała ten obrazek gdy okazało się, że firma w której pracuję została wykupiona przez jeszcze większą firmę i nagle znalazłem się w miejscu, od którego zawsze się odżegnywałem. Czyli w korporacji włąśnie.

Na szczęście praca w korpo, a przynajmniej świeżo przysposobionym korpo, wcale nie jest taka zła. A projekty tu realizowane bywają naprawdę ciekawe i innowacyjne (to słowo nieco się zużyło, ale pasuje).

Przy okazji nieco prywaty – jeśli jesteście programistami Pythona, albo PHP (z chęcią nauczenia się Pythona) i mieszkacie w okolicach Warszawy, lub – uwaga – Białego Stoku, mogę mieć dla Was interesującą propozycję zawodową. 🙂 Dajcie znać w komentarzach, lub w wiadomościach prywatnych na fanpage TW.

Kilka słów o samym obrazku, bo nie jest on zupełnie zwyczajny (poza tym, że nieco psychodeliczny). Kess zrobiła go przy okazji testowania programu graficznego Krita. Który, w odróżnieniu od Gimpa, stworzony został dla grafików i podobno całkiem przyjemnie się w nim rysuje. Poza tym udostępnia np grupowanie warstw i odczytuje format Photoshopa lepiej, niż wspomniany wcześniej Gimp. I jest darmowy.

Skoki z ferajny

TW:

W ramach publikacji urlopowych, czas na kolejną reklamę Rodentii. Jak część z Was pewne wie, jest to czasopismo internetowe, do którego Kess tworzy grafikę.

Tym razem jedna z moich ulubionych gryzoniotematycznych grafik. Skoki z ferajny mają coś w sobie. Dla mnie jest pewnym zaskoczeniem, jak groźnie mogą wyglądać w sumie dość małe i puchate stworzonka. Nie lekceważcie małych, może was kiedyś czekać dość… przykra i bolesna niespodzianka.

Mam nadzieję, że podobają się Wam ostatnio zamieszczane rysunki. Cóż, jeszcze tylko tydzień i powróci Kess, ze świeżymi siłami po urlopie. Aż się boję, co nas wtedy czeka 🙂

Częściowy urlop

Czas urlopu nadszedł! No, prawie. Które, jak wiadomo, czyni wielką różnicę.

Sprawy mają się tak. Kess z Panem M wywczasowują się nad morzem razem z rodzicami Kess. Ja, z racji chwilowego braku możliwości urlopowych, zostałem „na gospodarstwie”. Na szczęście Kess zostawiła mi kilka obrazków, coby komiks nie zniknął na dwa tygodnie.  Będę się też starał zabawiać Was jakimiś inteligentnymi komentarzami.Z tym akurat może być nieco gorzej, ale dam z siebie wszystko.

Komentarz na dziś, związany będzie z niedawną Eurowizją. Nasunął się on nam (znaczy, Kess i mnie) podczas ogłoszenia jej wyników. Nota bene, o ile dla Kess nasza piosenka nie była zbyt dobra, moim zdaniem na Eurowizję nadawała się wręcz idealnie i myślę, że moglibyśmy zająć lepsze miejsce. Cóż, jak widać… ludzie się nie zmieniają. Tak, jak to bywało dawniej, jeszcze w czasach objazdowych cyrków i gabinetów osobliwości, największym powodzeniem cieszy się kobieta z brodą

Zabawy z dzieckiem: Pieczenie mięs

TW:

Przychodzi w życiu rodzica taki moment, że pożąda interakcji ze swoim potomkiem nieco bardziej skomplikowanych, niż zmienianie pieluch, zakładanie ubrań i ogólnie obsługi technicznej dziecka. Zazwyczaj interakcje owe przybierają formę gier i zabaw.

W przypadku Pana M zabawę można podzielić na trzy etapy:

Ekscytacja – czyli ojej, będziemy się bawić. Zaczyna się po zapadnięciu decyzji o nadchodzącej rozrywce i trwa podczas przygotowań do niej. Objawia się ogólnym przeszkadzaniem rodzicowi w wyżej wzmiankowanych przygotowaniach i kończy mniej więcej w momencie ich zakończenia.

Irytacja – czyli ja to zrobię. W tej fazie Pan M koniecznie chce postawić na swoim i nie przyjmuje do wiadomości, że większość gier ma ustalone wcześniej zasady. W nielicznych przypadkach, w których reguły zostają zaakceptowane, Pan M postanawia wykonywać ruchy za wszystkich uczestników, prawdziwych i wyimaginowanych.

Negacja – czyli jaka zabawa. Ta faza ma początek mniej więcej pięć minut po rozpoczęciu rozgrywki, w momencie, w którym rodzice zaczynają się w nią wciągać. Pan M traci jakiekolwiek zainteresowanie toczącymi się wydarzeniami i idzie poszukać kolejnej ofiary.

Od reguł istnieją jednak – jak to w Polsce – wyjątki. Takim jest gotowanie i pieczenie. Pan M uwielbia te czynności i, co ciekawe, faktycznie jest w stanie więcej w nich pomóc, niż zaszkodzić. Pod warunkiem nieustannej kontroli rodzicielskiej.

Możliwe efekty braku takiej kontroli przedstawia dzisiejszy komiks.

Fanart na cztery lata chatolandii

Oto jest! Jedyny i niepowtarzalny crossover Taty Wilkołaka z Naczelnym Ślimakiem Internetu.

Chatolandia, nieustanne źródło gruzu polskich internetów, skończyła cztery lata. Czas leci nieubłaganie, jeszcze tylko czternaście lat i pełnoletniość. A potem to… już z górki.

Zastanawiam się swoją drogą, skąd oni ten gruz biorą. Muszą mieć w pobliżu jakiś niesamowitej wielkości budynek do rozbiórki. Dawniej miałem podejrzenia, że zaopatrują się na Stadionie Dziesięciolecia w Warszawie, ale odkąd powstał Basen Narodowy (a Chatolandia wciąż działa) – moja teoria upadła.

Dość dygresji. W związku z tą jakże okrągłą dla informatyków rocznicą (jakby nie patrzeć, 100b lat) ogłoszony został konkurs na fanart. Kess się nudziła (a raczej miała mnóstwo zamówionej roboty do roboty), więc postanowiła „popełnić” takowy. Z niewielkim TatoWilkołakowym akcentem.

Pozdrawiamy, Chatolandio 🙂 Niech 100 lat szybko zmieni się w 101, potem 110, 111… gruzwieczność! Żyj i gruź głowy kolejnym pokoleniom internautów.