Małe złośliwości małżeńskie…

No cóż, jak usłyszałam ten tekst po raz pierwszy, wydawał się śmieszny.

Wy go teraz też przeczytacie po raz pierwszy, więc jest cień szansy, że kogoś rozbawi tak, jak mnie 😛

3 komentarze do “Małe złośliwości małżeńskie…

    1. TiS

      No to widzisz, masz szczęście. W przypadku Kess, sprawa jest nieco gorsza, bo faktycznie ma dość… „ekspansywną” wyobraźnię i sama myśl o takim zdarzeniu może boleć.

      W sumie u mnie jest podobnie, choć w mniejszym stopniu, dlatego ją rozumiem. Co nie znaczy, że czasem nie chcę zagrać jej nieco na nerwach.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *