Dojazdowe alternatywy

Nowa praca ma wiele zalet.

Ma też…taki maleńki mankament, który jakby nie liczyć i jakby nie próbować zawsze zajmuje tyle samo czasu i zżera tyle samo kasy.  Wariant z miesięcznym odpada z przyczyn niezależnych :(

Dojazd do centrum Warszawy. Sielaneczka ;P

6 thoughts on “Dojazdowe alternatywy

  1. Sodar

    U mnie korków nie ma. Za to są dziury, które skutecznie spowalniają podróże. Witam korzystając z pierwszego wpisu, ten blog to bardzo miłe miejsce :).

    Odpowiedz
  2. Nefla

    Skuter jest dla mnie idealm rozwiązaniem, nawet w trudną pogodę. Ale zawsze znajdą sie jacyć „Ale nie bo cośtam”. Wsiadać na skuter i poczuć sie znów młodo, a w 20min miasto pokonane.

    Odpowiedz
  3. TiS

    Rower i skuter, ze względu na zbliżającą się porę roku raczej… odpadają. Poza tym, to jednak dwadzieścia kilometrów. Trochę dużo jak dla mnie (na rower znaczy). Brak kondycji.

    Ale nie ma co się poddawać, ciągle walczę i szukam nowych dróg. Chociaż jak na razie wygląda, że niezależnie od trasy, godzina schodzi. Zadziwiające, czy jadę najkrótszą trasą, czy okrężną (tak prawie dookoła Warszawy), czas jest ten sam.

    Pewnie trzeba się będzie przyzwyczaić…

    Odpowiedz
  4. Leniwiec

    Samochodem to nie ma co się pchać do centrum. No chyba, że masz swoje miejsce parkingowe. Śródmieście jest b. dobrze skomunikowane – metro, tramwaje… Rower to już dla hardkorów – ja sam bardzo lubię, ale tylko tam, gdzie jest możliwość legalnego śmigania bez zjeżdżania na jezdnię. Generalnie zależy, gdzie mieszkacie – jeśli na tzw. przedmieściach to rozwiązaniem mogą być parkingi Park&Ride, czyli dojeżdżasz do pętli autem, zostawiasz na takim parkingu, wskakujesz w zbiorkom.

    Ja sam pracuję w miejscu, gdzie beznadziejnie się parkuje (ale przynajmniej poza płatną strefą) a od najbliższego przystanku jest grubo ponad kilometr, za to dojazd rowerem jest ode mnie całkiem fajny. Inna rzecz, że gdy dziś wsiadłem na rower po długiej przerwie spowodowanej po części pogodą a po części chorobą, myślałem, że wykorkuję w połowie drogi, choć to tylko 6 km…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz